Osiem godzin longiem trwało fotografowanie samych wnętrz leżakowni. Wszystko przy czołówce i kilku lampkach, z którymi przemierzałem kolejne podziemne komnaty. Trzeba się z tym było spieszyć, bo już za chwilę mieli tam wejść budowlańcy.

Zadanie było proste: uchwycić to w takim stanie, w jakim zostało zostawione. Bardzo chciałem, żeby to wyszło spektakularnie i odświętnie. Bo takie są te wnętrza. Plus tego wszystkiego był taki, że choć na zewnątrz panowała jeszcze sroga zima, w środku była przyjemna, stała temperatura.

