W poniedziałek 22 kwietnia 1872 roku Browar Kobylepole rozpoczął dystrybucję swojego pierwszego piwa.
Tego dnia pracownicy browaru rozdawali piwo za darmo. Tak rozpoczyna się długa historia browaru Mycielskich. Czym tego dnia żył Poznań i świat. Wystarczy zajrzeć na strony Kuryera Poznańskiego. W tamtych dniach Kuryer jest nadal młodą gazetą. Istnieje dopiero od czterech miesięcy i ciągle musi udowadniać mieszkańcom Poznania swoją przydatność. Tego dnia w rubryce redaktorzy zestawiają ze sobą dwie drastycznie różne historie z ówczesnej Anglii. Pierwsza z nich to ślub , bajecznie bogatego markiza Bute z panną Gwendoline Howard. W tekście zwraca się uwagę na kolosalną, zbudowaną na kolonialnych interesach fortunę Pana Młodego przynoszącą 300 tysięcy funtów szterlingów rocznie. Tuż pod opisem iście królewskiego wesela, korespondent zamieszcza inną, mrożącą krew w żyłach historię. Pewien ubogi londyński szewc, ojciec kilkorga dzieci, z powodu braku pracy nie był w stanie wyżywić rodziny. Patrząc na to, jak jego dzieci umierają z głodu, w akcie desperacji zamordował je, a następnie odebrał sobie życie. Kuryer podsumowuje to z goryczą: „Oto dwa różne obrazy codziennego życia w najbogatszej stolicy całego świata”.
Dział „Kuryer miejscowy i prowincyonalny” donosi o sprawach z poznańskich ulic, które w tamtym tygodniu elektryzowały mieszkańców: W nocy z soboty na niedzielę, około godziny 11:00, złodzieje próbowali włamać się do sklepu niejakiego p. K. Krause przy ulicy Wodnej. Wyrwali już żelazną sztabę i wycięli otwór w rolecie, ale hałas obudził mieszkańców. Na miejsce wezwano policję, która schwytała jednego ze sprawców, gdy ten próbował uciec przez płot. Drugi rzucił się do ucieczki, ale również został ujęty po krótkim pościgu na Placu Zielonym (dzisiejszy Plac Wiosny Ludów). Z rzeki Warty, w pobliżu mostu, wyłowiono zwłoki nieznanego mężczyzny. Ze stroju wywnioskowano, że był to czeladnik rzemieślniczy. Gazeta podejrzewała, że był to nieszczęśliwy wypadek, do którego doszło w nocy.
W dziale ogłoszeń Centralne Towarzystwo Gospodarcze ogłosiło bardzo nietypowy konkurs na stanowisko pracy. Poszukiwano „nauczyciela pielgrzymującego”. Jego zadaniem miało być wygłaszanie popularnych wykładów, „zakładanie kółek rolniczo-włościańskich” oraz „szerzenie myśli stowarzyszeń rolniczych w kierunku podniesienia rolnictwa, dobrobytu i oświaty włościan”. Oferowano bardzo przyzwoitą pensję, plus zwrot rzeczywistych kosztów podróży. Wymagano odpowiedniego wykształcenia oraz dokumentów poświadczających kwalifikacje moralne.
W dziale “Rozmaitości” zaś pisano o dziecku w Czechach, które urodziło się z płetwami zamiast rąk i nóg oraz o fali upałów, która nawiedziła Australię powodując, że tamtejsze jabłka “piekły się wprost na drzewach”. Na ostatniej stronie opublikowana zaś zostaje przestroga przed „pewnym Ernestem Rehfeldem z Berlina” , który wprowadza do sprzedaży „Syrop cudowny” czyli potencjalnie szkodliwą jakąś mieszaninę miętowej miętowéj i czerwonej farby nieznanego pochodzenia. Redakcja zalicza miksturę do kategorii preparatów obałamucających.
